Od 13 do 18 kwietnia trwał najazd społeczności XXI Liceum Ogólnokształcącego na piękną Szwajcarię. Plan był bardzo ambitny: zwiedzić cały kraj w ciągu zaledwie czterech dni. Udało się!
Wczesnym rankiem 14 kwietnia stanęliśmy nad Jeziorem Bodeńskim, gdzie podziwialiśmy wyjątkowo czystą wodę, pozowaliśmy pod bezlistnymi platanami i spacerowaliśmy po molo. W pobliskiej Szafuzie (znanej też z niemiecka jako Schaffhausen) zeszliśmy tuż nad kipiel największego wodospadu Europy – Rheinfall. Wieczorem wędrowaliśmy zaś po zatłoczonych ulicach Bazylei, starając się odkryć jak najwięcej uroczych, starych zakamarków. Na dokładkę stanęliśmy przed domem Erazma z Rotterdamu.
W Zurychu poszukiwaliśmy szwajcarskich skarbców pełnych złota. Niestety nie znaleźliśmy ich, ale podobno byliśmy blisko! Lucerna przywitała nas pochmurnym niebem, zasłaniającym widok na Alpy, dzięki czemu mogliśmy skupić się na pięknie samego miasta. Po spacerze po starym Kapellbrücke przyszedł czas na poszukiwanie drogich pamiątek (niekoniecznie wiążące się z ich zakupem) oraz degustowanie tradycyjnych szwajcarskich wypieków.
Berno – nieformalna stolica Szwajcarii – urzekła nas swoim pięknem, wartkim nurtem w rzece Aare, a także dodatkową atrakcją, symbolem miasta – niedźwiedziem brunatnym. Albo misiem – jak kto woli. Prawdziwym Doświadczeniem (przez duże D) był pierwszy widok na Szwajcarską Riwierę Jeziora Genewskiego, z dumnym wierzchołkiem Mont Blanc majaczącym gdzieś w oddali. Krótki postój przed zamkiem Chillon, spacer promenadą w Montreaux, a potem wizyta w studiu nagraniowym Freddiego Mercury’ego.
Na sam koniec pozostawiliśmy dwa urokliwe miasta francuskojęzycznej części Szwajcarii: Genewę z potężną, 150-metrową fontanną strzelającą ku niebu, oraz Lozannę z uniwersytetem, na którym wykładał przez czas jakiś sam Adam Mickiewicz. A potem długi powrót do domu i mnóstwo przyjemnych wspomnień.


























